Fly On The Windscreen
Brakuje mi tych starych kawałków na koncertach DM… I tego… kopa. Kiedyś jakoś tak się fajniej słuchało tych płyt. Tych nagrań live. Szczególnie “Songs Of Faith And Devotion”. Tak jakby cała kariera skumulowała się w jednym momencie, a potem już tylko idą dobrymi, lecz nie tak fantastycznymi płytami.
Mój rok ‘93 ;)
Jutro? Teatr z klasą. Kolejny dzień bez matematyki;)